Muszę przyznać, że strasznie się ostatnio rozleniwiłem. A może to nie lenistwo, a raczej nuda i beznadzieja... Tak czy inaczej, ostatnie dwa tygodnie nie należały do najlepszych. Szkoda tylko, że nic raczej nie zapowiada żadnych zmian, chyba że na gorsze. Chociaż wątpię, czy tak się jeszcze da. ;) Teraz wolny piątek i dłuższy weekend, może coś uda się ciekawego porobić.
Ninjaing your epix!
Będzie krótko, bo mam evil pomysł i mam zamiar go zacząć realizować. Club, jedna z lepszych gildii na moim serwerze WoWa, organizuje mniej lub bardziej randomowe raidy w różne miejsca - ostatnio Serpentshrine Caverns. Z powodu wakacji trudno jest w jednej gildii uzbierać 25 osób, więc taka formuła całkiem się sprawdza. Zapisałem się na wczorajszy raid i udało nam się zabić 3 (a nawet 3 i 97% - nie cierpię wipe'ów na takich małych procentach) z 6 bossów, co jest całkiem niezłym wynikiem.
Udało mi się też przerollować parę osób, dzięki czemu jestem bogatszy o Deathmantle Handguards, czyli pierwszy mój kawałek zbroi z zestawu Tier 5. Screen będzie dopiero jak uda mi się zdobyć hełm, bo to dopiero wygląda szatańsko. Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolony z postępu w WoWie - od maja, kiedy zacząłem chodzić na raidy moim roguem, zaliczyłem całe Karazhan, Gruul's Lair, Magtheridon's Lair, 5/6 Zul'Aman, 4/6 Serpentshrine Caverns, 1/6 Mount Hyjal. Czyli, ogólnie rzecz biorąc, całkiem dobrze. :)
Przyszła właśnie pocztą i można sobie pooglądać w galerii. Fajna jest, całkiem duża, nie taka droga (a nawet całkiem tania, jak na figurkę wielkości kilkunastu cm), a co najciekawsze, zamówiłem ją niecały tydzień temu i już zdążyła przyjść, normalnym Air Mailem. Podejrzane.
Co naprawdę nie oznacza, że trzeba mu w tym koniecznie pomagać.
Za wyprawę na Teleport raczej podziękuję. Na 95%. Nie ma zbyt wielu rzeczy, które by mogły sprawić, że spędzę 9 do 10 godzin samemu w pociągu w jedną stronę, a potem drugie tyle z powrotem... Szczególnie, że godziny odjazdu pociągów z obu miejsc są bardzo nieciekawe. Zresztą po co mam tam jechać...
Poza tym, over and out. Do przeczytania może kiedyś, na razie brak mi chęci i czasu.
Znowu minął miesiąc od ostatniego wpisu, a ja nawet tego nie zauważyłem... Cóż, takie życie, ale ja nie o tym. Dzisiaj znowu spędziłem cały dzień grając w WoWa, a to za sprawą Midsummer Fire Festival, czyli Warcraftowej wersji obchodów rozpoczęcia lata. Poprzednio jakoś mnie ta zabawa ominęła, teraz natomiast Blizzard uaktualnił cały festiwal i naprawdę jest co robić. Przede wszystkim, większą część dnia zajęło mi oblatywanie całego Azerothu i klikanie na stojące niedaleko miast ogniska. Dostaje się za to Burning Blossom, których trzeba uzbierać aż 350, żeby dostać Brazier of Dancing Flames. Przedmiot jest świetny i warto było się pomęczyć, bo efekt wygląda następująco:
Po użyciu tego przedmiotu pojawia się podest z tańczącą, ognistą laską - można z nią zatańczyć i samemu zostać zmienionym w większą jej wersję, co właśnie widać powyżej. Jest to całkowicie nieprzydatne do niczego, ale wygląda ekstra i o to właśnie chodzi. :) Swoją drogą właśnie takie drobne, fajne rzeczy naprawdę trzymają mnie przy WoWie.

