Wczoraj w autobusie pisałem całkiem długą notkę pełną marudzenia, ktora w końcu i tak nie trafiła na netloga, bo wczorajszy dzień powodów do marudzenia zbytnio nie dawał, przynajmniej przez większość czasu. Dzisiaj więc notka trochę bardziej optymistyczna, żeby nie było.
Udało mi się na przykład zakończyć zmagania z niedziałającą częścią konkursu Pepsi - teraz wszystko już działa i dziś będę mógł się spokojnie zajmować ciekawszymi rzeczami, czyli kończeniem Fly High oraz wprowadzaniem zaległych poprawek do wapacza. Wczoraj za to zasłużenie się poobijałem przez praktycznie pół dnia i dobrze - w końcu ile może człowieka szlag trafiać, bo coś nie działa.
Tylko koniec dnia popsuł troszkę drobny zgrzyt w WoWie - no ale trudno się mówi, pogram sobie później samemu (chociaż teraz to zupełnie pojęcia nie mam, kiedy to będzie - pewnie szybciej mi się trial skończy, niż będę miał okazję dorwać się do kompa na wystarczająco długo). Jakoś tak nie podobało mi się specjalnie hurtowe zaliczanie questów na zasadzie follow the nerd. Wolę sam sobie pozaliczać i tak pewnie zrobię.
A dzisiaj w firmie wesoło - w ciągu ostatniej godziny działo się tyle, że na najbliższe dwa dni by wystarczyło. A zaraz pizza i będzie można dalej się obijać... No chyba, że jeszcze coś wyskoczy niespodziewanego, a wcale by mnie to nie zdziwiło.

