Dzisiejszy poranek zdecydowanie nie nastroił mnie optymistycznie. Szaro i mokro, aż się człowiekowi nie chce nosa z domu wystawiać, a co dopiero iść do pracy. A do tego piątek. No, ale co począć, trzeba to trzeba. Ot, kolejny dzień zmagań z brzydkim htmlem oraz ciągle rosnącą listą zadań do wykonania. A potem było już tylko gorzej.
Mniej więcej optymistycznie za to nastraja mnie wczorajsza wieczorna rozmowa przez komunikator, bo wychodzi na to, że mimo tej całej mojej ołtsajderowatości moje skille komunikacyjne nie zniknęły jeszcze do końca. O ile oczywiście uda mi się nic nie spieprzyć, ani nikogo nie wkurzyć. Łącznie ze sobą samym. Przechodzę za to w inne ekstremum, bo ostatnio wieczorami praktycznie nic poza rozmawianiem nie robię. WoW leży, projekty leżą (no, czasem coś tam zacznę robić, ale jakoś tak bez przekonania), a RO to chyba już z miesiąc nie odpalałem. Na ircu też od jakiegoś miesiąca nie siedzę - trochę mi co prawda tego tego brakuje, ale z drugiej strony nikt mi głowy nie zawraca setką rzeczy, więc jeszcze się trzymam.
Kiedyś wrócę wszędzie, ale do tego czasu muszę skończyć przynajmniej jeden projekt, czyli silnik FH doprowadzić do takiego stanu, że będzie można go używać też na innych stronach bez większego problemu. Stanie się to "kiedy się stanie", czyli zapewne nigdy, bo ostatnia próba zakończyła się wydajnościowym niepowodzeniem. I to kompletnym. A poza tym przecież ja nie znam javascripta na tyle, żeby zrobić to wszystko, co mi się zamarzyło i wymyśliło.
Co jeszcze? A, gorzej. Było i jeszcze trochę jest, chociaż nie wiem czy warto cokolwiek o tym pisać, bo to tak trochę masochizmem (albo raczej samozagładą) zajeżdża i w sumie było na własne życzenie. Chociaż nie do końca świadome. Raz jeszcze potwierdza się fakt, że poranki powinny być ładne, wtedy od razu cały dzień lepszy wychodzi, a przynajmniej neutralny.
A w weekend i tak nic nie zrobię konkretnego - jutro od rana zajęcia i wypadałoby w końcu na nich być. Wypadałoby także dowiedzieć się jak wygląda sprawa z moimi dalszymi zaliczeniami oraz poganiać do końca za przeróżnymi wpisami, żeby pouzupełniać indeks i kartę. Przydałoby się też odwiedzić dziekanat, ale to już małe piwo, bo w końcu przeniesiony został z ostatniego zadupia do centrum. Jakoś to będzie... A i tak mnie pewnie wywalą.


Piątki są spoko, nie znasz sie.