Dzisiaj siedzę na zajęciach. Akurat trwa jakiś nudny wykład z programowania w logice, na który oczywiście nie poszedłem, bo prolog z definicji jest nudny. I wcale nie taki trudny, bo jeszcze cośtam pamiętam z identycznego przedmiotu na UWMie. Poszedłem za to do maca dożywić się chemią, do księgarni, a teraz zostało mi jeszcze coś koło pół godziny przerwy. Siedzę więc sobie na murku przy schodach i piszę.
Swoją drogą, odkąd kupiłem sobie Communicatora, ilość i częstotliwość notek zdecydowanie się zwiększyła. Teraz przynajmniej nie muszę czekać z notkami na powrót do domu, tylko mogę je pisać i dodawać skądkolwiek. XXI wiek jak się patrzy. :) No, ale miałem o czym innym pisać.
Jak pewnie większość czytelników moich notek wie (to są w ogóle tacy, którzy nie wiedzą? o0 ), studiuję aktualnie na prywatnej uczelni na kierunku administracja sieci i systemów komputerowych. Można by pomyśleć, że na takich studiach nauczą mnie czegoś ciekawego o owych sieciach i systemach, nie? Otóż właśnie nie.
Pierwszy rok studiów obfitował w przedmioty mało przydatne, żeby nie powiedzieć zbędne. Ekologia, ekonomia, algebra liniowa, matematyka... Podobnie jest na drugim roku - jakieś matematyki dyskretne chociażby, żeby wymienić tylko to, co mam wydrukowane w planie na aktualny weekend. Po co to wszystko przyszłemu administratorowi sieci? Nie bardzo wiadomo. Ale w planie zajęć niestety występuje. Chyba tylko po to, żeby zapchać czymś semestr, bo przecież musi być odpowiednia ilość godzin zajęć rocznie.
Druga kategoria przedmiotów ma już coś wspólnego z informatyką, ale nadal ich przydatność jest dyskusyjna. Po cholerę mi bowiem podstawy programowania w C czy Prologu? To pierwsze jeszcze rozumiem - jak się potem ma skompilować jakieś patche systemowe, to nie będzie się taki admin gapił na nie, jakby były napisane co najmniej po japońsku czy klingońsku. Co prawda już to widzę, jak taki admin kompiluje cokolwiek w Windowsowym Bloodshed DevC++, na którym się uczyliśmy, no ale to akurat drobnostka. Za to Prolog to już dla większości mojej grupy czysta magia. Dla mnie po części też. Za to można się pośmiać, że to masakra nie język - bo zdanie "odcinamy głowy, a potem trzeba je przykleić z powrotem" nie dość, że ma sens, to jeszcze jest dość często na zajęciach używane.
Kolejna grupa przedmiotów to te dość przydatne, ale spieprzone. Bo o ile rozsądne jest nauczenie przyszłych adminów języków skryptowych, to dlaczego musi się to odbywać na przykładzie plików wsadowych DOSa? W nowoczesnych Windowsach używa się raczej VBScriptu, w całej reszcie systemów basha czy czegoś podobnego. Nie rozumiem więc zupełnie, co ma na celu uczenie takich przestarzałych technologii, z których mało kto i tak skorzysta. Nie chcę za bardzo tego teraz oceniać, bo to dopiero początek roku, ale podejrzewam zwyczajne braki w wykształceniu. I to nie moim, a moich wykładowców. Mogę jednak się tutaj mylić.
No i ostatnia kategoria, przedmioty przydatne i ogólnie w porządku, czyli chociażby tegoroczne bazy danych i bezpieczeństwo sieci i systemów komputerowych. To drugie się właśnie zaczęło i robimy klucze PGP, tak więc nie jest źle. Jedyny problem jest taki, że moja grupa w większości nie jarzy w ogóle idei kluczy publicznych, prywatnych i szyfrowania czegoś nimi, no ale to już temat na zupełnie inny wpis. Bazy danych też wyglądają przydatnie i interesująco, chociaż muszę przyznać, że języki skryptowe też tak w planie wyglądały, a co wyszło, to przed chwilą pisałem.
No i ostatnia kwestia, dość ważna na studiach informatycznych, czyli wyposażenie pracowni. I tu niestety TWP daje ciała na calej linii. Prawie wszystkie komputery to jakieś antyczne Celerony 666 MHz z poinstalowanymi Windowsami 2000 lub XP, a do tego z jakimiś tandetnymi monitorami z odzysku, a do tego z ustawionym na sztywno 800x600 (na sztywno, to znaczy z zablokowanymi prawami do zmiany tego). Męczyłem się z tym już jeden rok i będę się męczył aż do kupna laptopa, czyli mniej więcej do grudnia. Aż tęsknię do UWMu i normalnych pracowni. Dlatego też musimy się męczyć z jakimiś wynalazkami typu DevC++ czy dosowe skrypty. Trochę to dziwne, jak na kierunek informatyczny, ale może taka jest norma.
Ogólnie uczelnia niezła, ale do ideału wiele jej brakuje. Nauczyć zbyt wiele się tu raczej nie nauczę (no, chyba że pójdę na kurs CCNA ;] ), ale i tak coś robić trzeba, żeby mieć w końcu papier i wojsko z głowy. Bo nie ukrywam, że głównie o te dwie rzeczy mi chodzi.
A teraz do domu, WoWa i może jakiejś kolejnej rozmowy na jabberze. Jutro tylko kilka godzin rano i do domu, więc warto by się też przy okazji wyspać... ;)

