Wczorajszy dzień obfitował w przeróżne absurdy i rzeczy podchodzące pod niemożliwe. Zaczęło się rano - przyszedłem do pracy wyjątkowo za 15 dziesiąta. Mówiłem, że wszyscy się będą na mnie dziwnie patrzeć, jak się w końcu nie spóźnię? Mówiłem. A co gorsza, miałem rację... A to był tylko początek.
Wcześniej, w autobusie, krótka wzmianka w Dzienniku - Masłowska zdobyła nagrodę Nike. O żesz w mordę... Niespecjalnie to mną wstrząsnęło, jako że od polskiej literatury, khe khe, mainstreamowej i tak trzymam się z daleka i czytać tego nie mam zamiaru, nagroda czy też nie. Dopiero później trafiłem z ciekawości na fragmenty owego "dzieła". Aż zacytuję, żebyście też wiedzieli o co chodzi.
I jedzie MC Doris na rowerze składanym Kolbe, w duchu wymienia słowa okropne, których nie przytoczę: penis i pochwa, chciałaby zapomnieć w jakim kraju żyje strasznym o dziwnej nazwie Polska, w którym jakby jeszcze trwała ciągle jakaś spoza numeracji wojna, że przejechać nie można, bo tu to, a tu coś tam, tu ktoś leży, jakieś szkła coś rozbite, jakaś osoba nieprzytomna, moczu zapach i smród, brud, i ekwilibrystyki teraz rób, żeby z tego p.usa powodu nie zrobić na glebę wyłóg, nie powyłamywać sobie nóg o pierwszy grudnia zimny lód, i nie umrzeć tu w chuj z towarzystwem w postaci ten luj.
I tak przez 4 strony na Onecie, i przez całą książkę. Czytać się tego praktycznie nie da. Czytać tak, żeby to zrozumieć i jakąś treść, nie wspominając już o fabule, z tego wyciągnąć, tym bardziej nie sposób, a przynajmniej ja nie potrafię. Widać z zupełnie innej bajki jestem, mimo że autorka zaledwie trzy lata ode mnie młodsza - dla mnie liczy się jednak nie tylko treść, ale i też forma.
Przypomina mi to też ostatnią rozmowę o MTVowskich kreskówkach i ich brzydocie. Tam przeszkadzały mi patykowate postacie i ogólnie grafika - taka, jak by to ująć, współczesna (dla odmiany od wszelkich normalnie rysowanych historii o superbohaterach chociażby, a także o przeróżnych mangach i anime). Czyli po prostu wyglądająca tak, jak gdyby MTV nie zapłaciło wystarczająco dużo kasy animatorom i grafikom, przez co ci wykonali swoje dzieło na odwal i byle jak. I ja mam oglądać jakieś Drawn Together, kiedy nie dość, że humor słabiutki, to i graficznie cienizna? Szkoda czasu, kiedy można pooglądać choćby Blood+, które wygląda o wiele lepiej, a i fabularnie jest bardziej rozbudowane i sensowniejsze. Albo chociażby poczytać jakieś Sandmany, które też cieszą i wzrok, i umysł.
Ale wróćmy do naszego "dzieła". Uczucie "WTF" wspomogłem przed chwilą, znalazłem bowiem zadziwiającą recenzję tej książki. Zadziwiającą, bo pełną stwierdzeń typu "Język opowieści to tym razem język potoczny przechodzący w metrum rapowanej piosenki." czy też "świetnie pokazuje, jak ta dzisiejsza niby-moralność żyje sobie w wygodnym konkubinacie z wulgarnym pragmatyzmem". Bogowie, litości. Do tego uzasadnienia i komentarze wyboru - "Wydaje się, że Masłowskiej wolno w powieści wszystko, tak doskonale opanowała tę formę pisarską", czy też "Wystarczy ocenić sposób, w jaki "przemawia". To pewna poza, demonstracja istnienia w przeliteraturyzowanym świecie."
Przeliteraturyzowany (że niby jaki? Spróbujcie to chociaż wymówić. Coś jak "stół z powyłamywanymi nogami") świat? Grozą normalnie powiało. To tak, jakby literatura była czymś złym. I jakby rzesze licealistów oraz gimnazjalistów nie miały wcale problemów z czytaniem i pisaniem, i nie zasłaniały się fałszywymi papierkami o dysleksji.
Chętnie wyniósłbym się z tej bajki do jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie na polskim w szkole uczą korzystać ze słowników (i wcale nie w celach bojowych, chociaż słownik języka polskiego PWNu ze swoją wagą i objętością to zdecydowanie broń masowego rażenia, jeśli by nim komuś po głowie przyłożyć). I gdzie nagrody literackie dostają nie ci, którzy generują bezsensowne, wulgarne słowotoki na całe akapity, tylko ci, których dzieła nie tylko mają wybitną fabułę, ale też zwyczajnie da się je czytać. Chyba nie wymagam zbyt wiele?


> "Przeliteraturyzowany (że niby jaki? Spróbujcie to chociaż wymówić. Coś jak 'stół z powyłamywanymi nogami') świat? "
Khy khy, Akane nonstop męczy mnie zato zdaniem: "wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu oklaskującego przeliteraturyzowane dzieło" ;)
A jeżeli naprawdę pragniesz absurdu, to posłuchaj polskich polityków - przedwczoraj jeden (jarosław k.) stwierdził "a kto nie z nami, ten z zomo", a wczoraj edgar g. podsumował to "bo są te miliony wyborców, którzy popierają pis, i reszta, skorumpowani łapówkarze należący do układu".
To ja teraz czekam aż rząd mi wypłaci moje łapówkowe.
Jeśli chodzi o rzad, to polecam "Szymon Majewski Show", wspaniała parodia współczesnej polityki, dawno sie tak nie usmiałam ;] A btw kreskówek z MTV, takie pytanie: czy jezeli ksiazka miałaby brzydka okładke, wydanie chujowe, rozlatujace sie i po prostu paskudne, to bys jej nie przeczytał, nawet jesli to wspaniała, rekomendowana przez wszystkich lektura, byc moze ksiazka twojego zycia? Wszystkiemu trzeba dać szanse, moj drogi, bo na "omg, jakie to brzydkie, nie obejrze" mozna sie przejechać :) [fak, refetat! juz mnie nie ma!]
Preferuje jednak "Szkło Kontaktowe" na TVN24 jeżeli chodzi o komentowanie polskiej sceny politycznej ;-)
Majewski to buc i prostak. Szkoda że zdjeli Olge Lipińska i jej Kabaret. T odopiero była fajna i niegłupia rzecz..
Skaju:a woje polsko-ruskla czytaleS?:>
Mi sie podoba, jestem niewybrednym widzem ;]