Nie pociągają mnie już bowiem imprezy takie, jak właśnie zakończony zarzygajkon u Dźwiedzia. Chyba faktycznie za stary jestem na tego typu zabawy. Co można widzieć fajnego w kupie ludzi chlejących na umór alkohole wszelakie? Ani nie da się wtedy z nikim spokojnie pogadać przy piwku, ani też obejrzeć grupowo jakiegoś normalnego filmu. I nie, Monty Pythona nie uważam za dobry film do czegoś takiego, szczególnie ze każdy już to widział wiele razy. Ani też za dobry film w ogóle, ale to już detal.
Dobrze było właściwie tylko w niedzielę, jak już prawie wszyscy sobie poszli i z ponad 30 osób zostało siedem. Wtedy można było spokojnie obudzić się, spożyć kawę, śniadanie, pożegnać się z resztkami ludzi, zjeść spaghetti, posprzątać wszystko, wypić frapa, posiedzieć przed plejką i katamari... Tak to ja mogę, szkoda że tak nie było cały czas.
W sobotę za to zmuła, "impreza" i tak dalej. Szkoda nawet opisywać co się działo, bo detale dotyczące pijaństwa itp nikogo raczej nie obchodzą. Pogadać też nie szło za bardzo, szczególnie z niektórymi osobami. Piątek za to to właściwie głównie podróż pociągiem. Też wyjątkowo nędzna, wolę już chyba samemu jeździć, bo ja nie mam nic przeciwko wypiciu sobie w pociągu piwka czy dwóch, ale litry komandosów, szampanów, piw, turbo pepsi i innych wynalazków uważam za przegięcie. Tak samo jak chociażby wytaczanie się z pociągu czy przedziału. Uczestniczyć w tym nawet mi się nie chciało, bo takie zabawy mnie już zwyczajnie nie pociągają.
Ogólnie - kicha. Na następnej tego typu imprezie chyba się zwyczajnie nie pojawię, bo nie widzę praktycznie żadnych pozytywów, szkoda więc po prostu na to czasu. Przykro trochę to pisać, ale jak mam brać udział w takiej bezmyślnej popijawie, to wolę już chyba siedzieć samemu w domu. I taki z tego całego weekendu morał.


Hyh po czesci sie podpisze pod tym... ale jeszcze az tak starym sie nie czuje :P
A ja owszem. Mogę sobie posiedzieć w grupie ludzi, nawet dużej, nawet z piwkiem i nawet bardzo chętnie. Ale popijawy mnie przestały pociągać...
hyh.. ja juz dawno stwierdzilem, ze alkohol moze byc co najwyzej dodatkiem do spotkania ze znajomymi, a nie celem takiego spotkania.
Ja też. Ale do tego stwierdzenia trzeba dorosnąć najwyraźniej.
Co kto lubi. Na Ecchiconie juz kumpel, ktory nie zna za bardzo towarzystwo jak spojrzyl co sie dzieje w sleepie stwierdzil czy my nie mamy nic lepszego do roboty. Fakt faktem spotykamy sie z ludzmi raz na jakis czas, a ze sie ich lubi to sie wypije intehracyjnie kilka/kilkanascie browarow, niestety taki nasz urok. Moze nam to przejdzie moze nie. na pewno nikt Was nie gani za Wasze podejscie do tego.
Sivy, ale ja znam towarzystwo, więc to nie to... Nie neguję picia integracyjnego, ale po prostu - pewnych rzeczy nie należy przeginać, a to według mnie było przegięcie.
Można pytać, czemu akurat ja o tym piszę, skoro sam na Pierniku i innych imprezach piłem równo. Ale właśnie dlatego, że sam tak robiłem, to chyba mogę. Dlatego też nie chcę ganić, tylko mówię, że trzeba do tego dorosnąć. Spoko, przejdzie wam. :)
A o konwentach to nawet nie wspominaj, bo to trochę osobna dyskusja, chociaż połączona tematem "dawno się nie widzieliśmy, pijemy!"...
najwiekszym rotflem byl pociag:)
2 zupelnie rozne przedzialy:))
No prosze... no to po takich recenzjach prosze sie nie dziwic jesli nie pojawie sie juz na zadnej imprezie ani konwencie :P (no chyba ze pojade na Flammberg - fantasci tam sie tak nie upijaja, a okazje i mozliwosci maja jak najbardziej)