Wbrew temu, co mogłoby się niektórym wydawać (a niektórym nawet marzyć), dwa tygodnie ciszy na stronie nie oznaczają wcale, że umarłem. Wprost przeciwnie, spędziłem je całkiem aktywnie, jeżdżąc to tu, to tam, pisząc, grając, pracując, czytając, oglądając i w ogóle. A szczególnie w ogóle. :)
Odwiedziliśmy z Miho Wrocław przy okazji konwentu Baka Y2K6 i niestety, gdyby nie kilka elementów, to żałowałbym tego wyjazdu. Sam konwent to była jeszcze większa porażka organizacyjna niż Teleport 2006... Informatorów nie było, plan się sypał, strona się sypała, panele się nie odbywały w ogóle, albo odbywały się ze sporym opóźnieniem, nawet znajomych zbyt wielu nie było. Tak jakoś dziwnie, biorąc pod uwagę, że Baka zawsze kojarzyła mi się z porządnym konwentem. Tym razem coś nie wyszło, nie chcę się tu nad tym rozwodzić, bo to nie miejsce, a poza tym mi się nie chce ;] Dodam tylko tyle, że piwo we Spiżu dobre jak zawsze, pogoda deszczowo-zimowa i paskudna, Empik w niedzielę otwarty od 12 dopiero i nie powinni mnie do niego wpuszczać w ogóle. A Xbox 360 fajny, tylko Kameo jakieś takie plastikowe. Choć zabawa całkiem fajna była, a dziewczyna prezentująca three-sixty też fajna i miała zarąbisty strój. :] Szkoda, że fotki nie zrobiłem, ale jakoś nie pomyślałem po prostu.
Pisanie też poszło dobrze i jestem zadowolony z efektu. Tekst tym razem można poczytać na Nowej Gildii, bo postanowiłem ruszyć odwłok, potrząsnąć chęciami i zobaczyć, co da się zrobić, żeby Gildia nie rządziła tylko w newsach, ale też i w dłuższych tekstach. Powoli zaczynam się rozkręcać, szukam teraz tematu na następny tekst, który ma się pojawić za dwa tygodnie. Na szczęście kilka tematów stoi na półce, a jeszcze kilka innych leży na dysku, tak więc na kilka następnych tekstów starczy, a w międzyczasie jeszcze coś się na pewno znajdzie.
Sporo też ostatnio czytam, chociaż sam nie wiem, skąd na to wszystko biorę czas. Przekonałem się nawet do jakiejś książki ze świata Forgotten Realms, traktującej o mrocznych elfach ("-nie! -czemu? -bo to jest o mrocznych elfach! -bierzesz to i nie marudź!"), a także z powrotem do czytania komiksów. Sandmany, Sin City, Czarna Orchidea Gaimana i dorwany w końcu GitS 1,5. W Gaimana zresztą jestem ostatnio nieźle zaopatrzony - Amerykańscy Bogowie, nowy zbiór opowiadań, a także Nigdziebądź, które nieopatrznie kiedyś komuś pożyczyłem, a teraz nie pamiętam komu. Trudno się mówi, ktoś ma niezamierzony prezent, a ja będę teraz bardziej się pilnował. To samo tyczy się zresztą filmów, bo mojego Ostatniego Samuraja nie widziałem już na oczy od prawie roku, choć tym razem wiem nawet kto go ma. Ale to mało ważne, użerać się nie będę, przypominać też nie, kupię sobie nowego i będę miał spokój.
Z innej bajki, WoW idzie bardzo dobrze, przegrany u Dźwiedzia Fahrenheit także, chociaż w tym ostatnim trochę mnie denerwuje kamera i sterowanie. Jednak klimat i historia zdecydowanie to nadrabiają. Z gier "bez prądu" za to nowy szał, czyli karcianka WoWa - ot, taki impulsywny zakup na Bace. Zasady prawie jak w Magicu, z paroma drobnymi różnicami i dodatkami, tak więc praktycznie się siada i od razu wiadomo, jak w to grać. No i oczywiście wielki plus za tematykę, kartę Leeroya oraz za wykonanie i grafiki. Czekam na koniec miesiąca i na Onyxia Raid Deck - pełen multiplayer, jeden gra smoczycą, reszta normalnymi bohaterami stara się mu nakurwić. Jak dla mnie bomba. :)
Poza tym, to wszystko w normie - praca wre, źle nie jest, a ja nawet nie narzekam specjalnie, bo nie bardzo jest na co. Nawet Teleport zaczął się już organizować. I podobno robię się bardziej miły. W sumie to nie bardzo wiem co z tych dwóch wydarzeń jest straszniejsze... ;)


Widze, że WoW Cię wciąga coraz bardziej - fajna ta karcianka? Bo szczerze przechodziłem obok niej w empiku kilka razy ostatnio jakoś tak nie pewnie ;-)
Dla odmiany kupiłem wszystkie 4 dostępne w .pl książki (Dzień Smoka, Ostatni Strażnik, Władca Klanów i - aktualnie w czytaniu - Krąg Nienawiści) - jak ktoś sprowadza masowo książki z Amazon.com to niech da znać, podepnę się do zamówienia, bo masa jest niedostępna w Polsce :P
Karcianka to w dużym stopniu klon zasad Magica, więc gra się przyjemnie i bez problemów - też masz questy robiące za lądy, płacisz za karty itp. Mechanika trudna nie jest.
Fajność gry jest dużo większa, jeśli sam grasz w WoWa, a z wspomnianym wyżej Onyxia Raid Deck będzie jeszcze fajniej. Jak na razie grało się bardzo fajnie, więc jeśli masz z kim grać, to kupuj. Zasad singleplayerowych niestety nie ma.
Problem jest tylko jeden - w starter packu masz tylko jeden prekonstruowany deck i 2 boostery, co starcza na jednego gracza i prawie dla dwóch. Prawie, bo w boosterach są karty i dla Alliance, i dla Hordy. Ale my złożyliśmy ze startera i jednego dodatkowego boostera dwa decki bez większych problemów. :)
A te książki jakieś fajne? Czy to tak bardziej na zasadzie odpowiednika masówki Forgottenrealmsowej? :)
Aha, i warto też mieć trochę kostek k6 do liczenia obrażeń na twoich allies w party, oraz 4 k10 do liczenia obrażeń na bohaterach - można to zapisywać na kartce i też się sprawdza, ale kostki wygodniejsze. Nie, nie dodają do startera. :(
Mhm, czyli typowa karcianko rzucanka :P
Ksiązki fajne - właściwie tylko Dzień Smoka jest "actionadventure". Ostatni strażnik odpowiada historie Medhiva'a, zakonu Tristfall i sprowadzenia orków do Azeroth. Władca Klanów opowiada o Thrallu - jego dzieciństwie, dorastaniu i objęciu pozycji władcy klanów, zaś Krąg Nienawiści dzieje się rok przed wydarzeniami w WoW i też raczej wyjaśnia, co się dzieje, chociaż tu się nie wypowiem do końca bo jestem w 1/3 ;-)
Ogólnie lekko i przyjemnie się czyta i jak masz nieco kasy (25zł za książkę to lekka przesada imo ...) to polecam ;)
Knigi z FR o mrocznych elfach i takich tam są załamujące w większości, ale to pewnie dlatego, że Salvatore ma na nie monopol ;P Obczaj sobie "Grę o tron" George'a Martina i "Ucznia skrytobójcy" Robina Hobba.
"Grę o Tron" i dalsze części mam obczajone od dawna, poza ostatnim tomem, bo biblioteka jeszcze nie zakupiła chyba. Albo ciągle wypożyczone i trafić nie mogę. :) "Ucznia skrytobójcy" też jakoś kojarzę, ale tylko z opowiadania w "Legendach", bo tego już biblioteka nie ma.
A z FR czytałem akurat nie Salvatora, tylko Cunningham (AFAIR, w pracy jestem a guglać mi się nie chce) - od niego się trzymam z daleka, bo wiem co potrafi. Niezłe było. :)
BTM - karcianka typowa, ale przyjemna. Chociaż mi nawet dokopanie ludziom w Magica sprawia przyjemność, bo nie traktuję tego jako sposób na życie. ;P A to jest nawet przyjemniejsze, bo WoWowe i kilka usprawnień do magicowego systemu wprowadza. :) A książek poszukam w bibliotece przy jakiejś okazji, bo nieco kasy co prawda mam, ale już nie za dużo, a jak mi dowalą jeszcze VATami i PITami to już zupełnie...
Ze świata Gaimanowskiego poproboj, Neverwhere ale w formie komiksowej :>~ (nie wydane raczej w Polsce) ale na oslo-podobnych stronach znajdziesz na pewno.