lis 26

Dawno nie pisałem, wybaczcie, jeśli kogoś to obchodzi. ;) Ale po prostu nie działo się nic wartego opisania, ot, zwyczajne kilkanaście nudnych dni wypełnionych pracą i dwa niewarte wspomnienia weekendy. Nawet parę razy przymierzałem się do pisania, ale rezygnowałem po paru akapitach, bo same mało interesujące smuty wychodziły.

Tym razem smutów raczej nie będzie, a przynajmniej nie za dużo. Siedzę właśnie w pociągu relacji Białystok - Olsztyn i na smuty nie mam ochoty. Jedynie uczucie tęsknoty się gdzieś tam nieśmiało przebija, ale z tym nauczyłem się już żyć. ;) Niby to tylko jeden weekend, a czuję się o wiele lepiej. Zniknęło gdzieś to wkurzające poczucie bezradności i braku sensu w tym, co robię na co dzień. Pstryk i nie ma, za to jest nowy power, zupełnie jak dolanie paliwa do baku. Nawet w kalamburach wziąłem udział i to całkiem skutecznie. Jednak nie da się żyć tylko i wyłącznie pracą, WoWem i nową Finalką, potrzeba czegoś jeszcze. Ogólnie z wyjazdu jestem strasznie zadowolony, nawet zdjęć trochę mam, ale to już następnym razem. Jak zwykle szkoda, że tak krótko, no ale od jutra czeka na mnie niestety praca. Dodatkowo szkoda trochę, że nie udało nam się pójść na nowego Bonda, ale kina w Białymstoku + bezsensowna żałoba narodowa = porażka. Może za tydzień będą go jeszcze w Heliosie grali, wcale bym się nie obraził.

Jeszcze jak uda mi się dociągnąć do końca wszystkie rozgrzebane projekty, nie tylko te w pracy, ale też i te prywatne, to będzie zupełnie dobrze. Przez te kilkanaście dni trochę się tego niestety zebrało, ale w sumie to dobrze, bo nie będę się na pewno nudził przez kolejne parę tygodni. :)

Na pierwszy rzut pójdzie przede wszystkim nowy silnik strony, a wraz z nim nowe okołoteleportowe www. Co prawda jeszcze nie wiem nawet, jak to będzie wyglądać, ale w tygodniu coś się wymyśli. Druga rzecz to przerzucenie FH na nowy silnik, tylko tym razem zostawię wygląd, bo mi pasuje. Może tylko w końcu coś wrzucę na górę, bo nie miało być tu tak pusto. ^^; Potem jeszcze tylko recka czy tam dwie, jak mi się pościąga co chcę opisać, bo wyleciało chyba przypadkiem z dysku i nie nagrałem na dvd, argh! No i oczywiście kończenie dwóch zaległych rzeczy w pracy, ale to się nie liczy.

Jeszcze wracając do wspomnianej wcześniej nowej Finalki - nie słuchajcie Frośki, bo ona się nie zna i gada bzdury. Gra jest fajna i wciągająca, a momentami nawet zaskakuje. Odświeżono na przykład walki, wywalając losowe spotkania i zastępując je chodzącymi po mapie potworami, przez co jest jednocześnie trochę łatwiej i trochę trudniej. Łatwiej, bo można wybierać sobie przeciwników, a trudniej, bo nie można już tak łatwo uciec - tu potworki gonią za naszą ekipą spory kawałek mapy, a wpakowanie się podczas ucieczki w kolejną grupę oznacza dwa razy tyle przeciwników i może być dość nieprzyjemne.

Sama walka jest też bardziej dynamiczna, do czego przyczynia się system Gambitów, czyli ustalonych i automatycznie wykonywanych przez nasze postacie czynności typu "zaatakuj najbliższego przeciwnika" czy "użyj Hi-Potion, jeśli któraś osoba ma mniej niż 60% HP". Możliwości jest dużo, a system uprzyjemnia levelowanie postaci, bo eliminuje znane z poprzednich części sagi monotonne klikanie X w każdej walce. Nadal jednak ma się kontrolę nad poczynaniami postaci, bo rozkazy wydane ze zwykłego interfejsu walki mają priorytet nad automatem.

Mógłbym na temat FF XII jeszcze sporo napisać, ale nie chcę się teraz zbytnio rozpisywać, bo potem nie będę miał co pisać na Gildię. ;P A pewnie o tym napiszę coś większego, bo gra mi się podoba i już od jakiegoś czasu mam ochotę na taki tekst. A biorąc pod uwagę konieczność ponownego zassania i obejrzenia drugiego kandydata na reckę, prawdopodobieństwo powstania w najbliższym czasie tekstu o FF XII jest bardzo wysokie.

Gram też po trochu w Burnout Revenge, a w kolejce do konsoli czeka też Rule of Rose, ściągnięte z ciekawości po pieprzeniu w mediach kolejnych bzdur o brutalnych grach dla dzieci i popełnianiu tysięcy cyfrowych morderstw. Ostatnio jednak nastrój mam średnio morderczy, tak więc gra leży i czeka na lepsze czasy. Nowy Burnout mnie na początku rozczarował prawie wszystkim, od muzyki zaczynając, poprzez menu i filmiki, a po wywalenie mojej ulubionej animacji samochodzików przy doładowywaniu. Później pograłem trochę jeszcze, było już lepiej, ale nadal uważam, że poprzednia część była lepsza.

A co z tytułowym fun with guns, ktoś zapyta? A nie ma. Tak mi się napisało, zresztą to mój netlog i tytuły notek wcale nie muszą mieć sensu, o! :]

5 komentarzy do wpisu “Fun with guns”

  1. Mi napisał(a) ():

    'Nawet w kalamburach wziąłem udział i to całkiem skutecznie.'


    Bo miałes proste haslo :> :D. Tez jestem zadowolona, chociaz weekendy moglyby trwac 5 dni. Mrr :*

  2. AvantaR napisał(a) ():

    A to jakis konwent w Bialbymstoku byl? Czy to jakies home-kalambury byly ;> ?

  3. Mosquit napisał(a) ():

    Sorry Skaj, ale ff12 jest slabe. Slaba, malo wciagajaca fabula, bohaterowie 'z dupy' [moze poza Fran i Balthem], system walki albo zbytnio ulatwiajacy gre albo zbytnio wymagajacy [gambits on/off]- jedynie grafa i muza daja rade. Dla mnie sredniak jakich sporo :/ I w odroznieniu od froski - ja w ff12 gralem ;]

  4. Sky Ace napisał(a) ():

    Avantar, home- :>

    Mosquit - ni chuja. System walki jest właśnie zajebisty przez te gambity, bo nie muszę za każdą walką 5 minut spędzać na biciu (czytaj 'mashowaniu X') jakichś z dupy wyjętych wilków czy czego tam. A bossów i tak się bije ręcznie, bo automat nie poradzi sobie ze wszystkim.

    A o fabule może tak - a daleko dograłeś, zanim stwierdziłeś, że z dupy? Początek faktycznie, nie za dobry, później już lepiej.

  5. MareviQ napisał(a) ():

    Ja w FF XII nie gralem, slyszalem juz rozne recenzje ale tak czy siak zagram (ino jak _oficjalnie_ wyjdzie w polsce). Tylko wczesniej sproboje przejsc z oczywistych wzgledow FF Tactics Advance.

    Tak czy siak moge polecic inna gre. Wszyscy slyszeli o FF (1-12), wielu gralo w Dragon Quest (1-8), czesc wie co to jest Suikoden (1-5) oraz paru moze kojarzy serie Tales of (lacznie chyba z 10 czesci). Ja ostatnio przeszedlem Tales of the Abyss (nie szukac po sklepach, USA&JPN-only) i ujme to tak: przymierzam sie zeby przejsc ja jeszcze raz :) (nawet sobie wiki zrobilem zeby spisac wszystkie dostepne questy). Tez nie ma random-encounters, a fabula miejscami wybija sie sporo ponad norme. Jedyne do czego trzeba sie przyzwyczaic to system walk, ktory jest real-time i dosc... arcade'owy. Tak czy siak mnie wciagnelo na dobre. Najfajniejszy jest sklepik po przejsciu gry :)

Dodaj komentarz

Ponieważ wcześniej dostawałem pełno spamu wysłanego za pomocą tego formularza przez boty, aby dodać komentarz, należy w pole 'hasło' wpisać słowo mafefka. W przeciwnym razie komentarz nie zostanie w ogóle dodany.

W komentarzach nie działają żadne tagi HTML. Puste linie w tekście są automatycznie zamieniane na odstępy.




SkyAce_PL