mar 28

Poniedziałki są bez sensu, a ten był jeszcze gorszy. Najpierw nie było śniadania, bo nie było chleba (bo przecież, po co sobie przypominać wcześniej o tym, że nie ma, jak można sobie przypomnieć w niedzielę, jak już sklepy blisko pozamykane, a ja oglądam film, w planach mam pojawienie się na gildiowym evencie w Ragnaroku i nie mam ochoty wychodzić? ). Potem jeszcze się nie wyspałem, spieprzyła mi prawie spod nosa okejka, pierwszy bankomat nie miał 20stek, drugi bankomat miał awarię, trzeci miał jakiś bankomatowy odpowiednik bluescreena (w odcieniu czarno-dosowym), działał dopiero czwarty, ale za to taki z prowizją. W pracy popsuli mi zapalniczkę podpalając świeczki na torcie, a do tego przegrałem w Soul Calibura. No i oczywiście, chleba dalej nie ma, bo po co go kupować, jak się było w sklepie, nie? No to o kolacji i śniadaniu mogę sobie pomarzyć...

Poniedziałki powinny być zabronione, o.

mar 17

Wygenerowanie kluczy ssh to najprostszy sposób na umilenie sobie życia - po co bowiem ciągle wpisywać hasła, szczególnie jeśli logujemy się z jednego wewnętrznego serwera na drugi, skoro można to ominąć bardzo szybko. Jeśli mamy dystrybucję opartą na Debianie, a na szczęście Ubuntu jest taką właśnie - możemy to zrobić jeszcze szybciej. Wystarczą właściwie dwie komendy:

ssh-keygen -t dsa
ssh-copy-id -i ~/.ssh/id_dsa.pub user@host

I to tyle. Po wykonaniu ssh user@host powinniśmy zostać zalogowani bez potrzeby wpisywania hasła. Proste? Proste. A jak uprzyjemnia pracę.

mar 17

...będzie w tym wpisie, no ale po pierwsze, mało to mnie obchodzi, a po drugie, to nawet w sumie lepiej.

Chaos w mojej głowie. Niby codziennie wstaję rano i idę do pracy, względnie na zajęcia, i wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku (pomijam tutaj wspomniany notkę wcześniej brak czasu i ewentualny zapieprz w pracy)... Ale jednak nie jest. Zbyt wielu rzeczy nie wiem. A przede wszystkim, nie wiem co dalej.

Co będę robił za miesiąc? W wakacje? Za rok? Uciekły jakoś wszelkie plany na przyszłość. Chodzi mi na przykład o rzeczy dość dla mnie ważne, jak wyjazdy na konwenty, do znajomych itp. Dla przykładu - Teleport, czy koncert Tool'a / Prodigy, na które chciałbym pojechać, ale na 70% i tak mi nie wyjdzie. Już nie mówię nawet o zwykłym pojechaniu tam i ówdzie, bo to jest praktycznie niewykonalne z głupiego powodu - co drugi tydzień mam zajęcia i jest to jakoś zawsze akurat nie ten tydzień, w którym zajęcia mają inni. A opuszczać zajęć teraz nie mam jak, bo ciągle są jakieś koła, zaliczenia i egzaminy. A w tygodniu praca, urwać się nie bardzo jest jak, jako że jestem jeszcze zatrudniony na umowę o dzieło, tak więc na razie urlopy odpadają. Chodzi mi też o inne rzeczy ważne, które także wliczają się w zakres poprzednich trzech zdań i jechania tam i ówdzie.

Co będę robił na co dzień, po godzinach pracy? Pewnie to samo, co przez ostatnie półtora miesiąca, czyli siedział w domu, przeważnie sam. Pomijam jakieś wyjątkowe wyjścia na piwo itp, za które jestem wdzięczny - bo ta jedna rzecz nadal się nie zmieniła - nadal nienawidzę siedzenia samemu. To nie siedź, wyjdź gdzieś, spotkaj się - pewnie powiecie. Ha, powiedzieć prosto, trudniej zrobić. Żeby nie było, korzystam z praktycznie każdej okazji, żeby uciec od siedzenia w domu i z kimś pogadać.

Nie zawsze jednak jest z kim i nie zawsze jest o czym. Uciekłem już dawno z szufladki "wy to zawsze o grach/komputerach gadacie", bo zaczęła mnie ostro wkurwiać. Fakt, jest to jeden z tematów, które mnie interesują i czasem można, jednak nie z każdym. Co zostaje? Praca? Sure, mogę poopowiadać, nawet dość szczegółowo, czasem mniej (tajemnic żadnych nie wyjawiam, jakby ktoś pytał :P ), tylko znów to samo. Przecież do cholery wiem, czy ktoś zrozumie co mówię, gdy na pytanie "jak dziś było w pracy" odpowiem "a, masakra, siedziałem pół dnia i gapiłem się w różne bazy danych i skrypty php, próbując wyczaić, jak działa system wysyłki wap-pushy, bo dokumentacja niekompletna". Więc czy jest sens udzielać takiej odpowiedzi komuś, kto i tak tego nie zrozumie albo nie będzie go to interesować? Chyba nie ma, więc dochodzę do wniosku, że lepsza jest odpowiedź ogólnikowa typu "a, nic ciekawego, dużo roboty". Tym bardziej, że i tak z zasady projektem zrobionym w pracy nie mogę się pochwalić i go pokazać. Mogę jedynie o nim opowiedzieć, ale do słuchania takiej opowieści trzeba mieć jakąś, całkiem zresztą sporą, wiedzę informatyczną. Inaczej będzie to po prostu dla takiej osoby bełkot. I brońcie Przedwieczni, nie chodzi mi w żadnym wypadku o twierdzenie, że ktoś jest gorszy, bo tego nie zrozumie. Ot, po prostu trzeba znaleźć dla takiej osoby inny temat. Co więc zostaje? Gry? Nie każdy gra w Ragnaroka i stwierdzenie "mieliśmy wczoraj fajne WoE, zdobyliśmy górne Payon" będzie bełkotem szaleńca, więc zastępowane jest przez kolejny ogólnik "grałem sobie". Tak samo z oglądanymi przeze mnie anime. Ostatecznie więc rozmowa się nie klei, bo jak może. Nie wiem, może to moja wina, że w pracy phpuję, w domu gram, a o oglądanych z rzadka anime i filmach czy też o czytanych książkach nie bardzo umiem opowiadać. A może po prostu nie mam racji, zamieniając ten niby nic nie mówiący bełkot na równie mało mówiące ogólniki. Nie wiem.

Wszystko to nie nastraja zbyt optymistycznie do jakichkolwiek rozmów. Tak samo, jak wyłączająca się sama z siebie komórka nie nastraja do wysyłania smsów. Nigdy więcej nie chcę mieć do czynienia z jakimkolwiek Siemensem. Co prawda głupio tak trochę zwalać winę na martwe urządzenie, jeśli jednak jest ono tak denerwujące, to nie mam ochoty go w ogóle używać, chyba że jako budzika rano. Zresztą, co można w takim smsie napisać? "Wracam do domu, i idę jeszcze do biblioteki, za dwie godziny będę na ircu/jabberze". Śmiechu warte.

No ale wróćmy do wcześniejszego tematu. Uciekły jakoś wszelkie plany na przyszłość. Nieśmiało tworzę nowe, ale brak pewności co do różnych rzeczy niespecjalnie mi w tym pomaga i plany te pozostają raczej w sferze marzeń, niszczonych przez rzeczywistość. Zabrzmiało poetycko, a chodzi po prostu o to, że po wydaniu sześciu stów na czesne, 130 złotych na krzesło, 50 na bilety i prawie stówy na jedzenie, fajki i inne rzeczy, o wszelkich marzeniach mogę na ten miesiąc zapomnieć. Może za miesiąc się uda, albo raczej za dwa. Ot, rzeczywistość. No ale dość narzekania na ten temat, bo mógłbym jeszcze długo i bardziej szczegółowo, a to po pierwsze nieprzyjemne, po drugie mało ciekawe, po trzecie nie na to miejsce, a po czwarte, ten post i tak się już zrobił wystarczająco długi nawet bez tych szczegółów.

Zostaje jeszcze tylko brak pewności. W sumie rzecz najgorsza i chyba nie bardzo do rozwiązania. Tym bardziej, że ja już nie mam pomysłów, a te co mam, są niestety torpedowane przez rzeczywistość - nie da się w końcu ominąć braku kasy, zjazdu na uczelni czy pracy. W porównaniu z poprzednim rokiem, po prostu zamieniłem jedne problemy na inne. Z jednej strony, nikt nie twierdził, że będzie prosto. Z drugiej... czemu, do ciężkiej cholery, musi być aż tak trudno? Przy okazji chciałbym podziękować za te nieliczne głosy mówiące "nie martw się, będzie lepiej, uda się". Niby to taki banał, ale jednak nie pozwala popaść do końca w pesymizm. Mimo wszystko, jednak nadal mam marzenia. To tylko brak możliwości ich wykonania jest problemem. To nawet nie jest do końca brak optymizmu. To chaos w mojej głowie.

mar 16

I do tego nawet nie zauważyłem, kiedy minął. Wolny weekend, w pracy sporo rzeczy do zrobienia... i jakoś tak przeleciało. Nie zrobiłem prawie nic z własnymi projektami, za to obejrzałem całość Project ARMS Second Season i wszystkie odcinki Zipang, jakie miałem na dysku. Obie serie warte były obejrzenia, mniej lub bardziej, ale warte. Może jak będę miał chwilę wolnego, to coś o nich napiszę.

Haha, szczytny zamiar, tylko pewnie jak zwykle z jego wykonaniem będzie gorzej - niestety dzień nadal ma tylko 24 godziny, mimo tego, że wszyscy dookoła uważają, że powinien mieć ich z czterdzieści. Około 8 godzin w pracy, godzina albo i więcej dojazdu praca-dom i z powrotem, około 8 godzin snu... Zostaje dla mnie raptem czasu od 18-19 do około północy. 5 godzin na wszystko, co bym chciał porobić - obejrzeć coś, poczytać, pograć w Ragnaroka, dokończyć własne projekty... Mało trochę. A może po prostu za dużo rzeczy chcę robić...

mar 10

Postawiłem sobie wczoraj na domowym serwerze repozytorium Subversion. Przydatna zabawka, biorąc pod uwagę, że zdarza mi się pisać domowy kod także w pracy, kiedy nie mam akurat nic innego do roboty. Okazało się także, że postawienie repo na Ubuntu jest bardzo, ale to bardzo proste.

Jeśli ma się już zainstalowanego Apache2, trzeba doinstalować jedynie dwie paczki: subversion i libapache2-svn.

sudo apt-get install libapache2-svn subversion

Zapewni nam to obsługę SVN przez Apache'a - obsługa WebDAV jest w Ubuntowym Apache 2 wbudowana, więc nie trzeba się nią przejmować. Trzeba jeszcze tylko skonfigurować trochę apache'a:

sudo nano /etc/apache2/mods-enabled/dav_svn.conf

Plik ten trzeba wyedytować - powinien wyglądać mniej więcej tak, przy czym SVNPath należy ustawić na jakieś własne - ja mam np. /storage/svn.


  DAV svn
  SVNPath /home/svn

  AuthType Basic
  AuthName "Subversion Repository"
  AuthUserFile /etc/apache2/dav_svn.passwd
  Require valid-user

Na koniec jeszcze pozostaje tylko stworzyć repozytorium Subversion w podanym katalogu oraz przydzielić serwerowi WWW prawa zapisu do tego miejsca:

sudo svnadmin create /home/svn
sudo chown -R www-data /home/svn

Musi to być ta sama ścieżka co w SVNPath - inaczej dostaniemy błąd "Could not open the requested SVN filesystem".Trzeba też stworzyć hasło dostępu do svna (za user podstawić oczywiście odpowiedni login):

sudo htpasswd2 -c /etc/apache2/dav_svn.passwd user

Jeszcze na koniec restart Apache:

sudo /etc/init.d/apache2 restart

I mamy gotowe, działające repozytorium. Możemy je sobie obejrzeć wchodząc przez przeglądarkę WWW na adres http://twoj.serwer.pl/svn. Pozostaje tylko z niego korzystać, ale to temat na zupełnie inny artykuł - tutaj polecę jedynie lekturę książki Version Control with Subversion, gdzie wszystko jest przystępnie opisane (jak przystało na książkę wydawnictwa O'Reilly).

Poprzednia strona

SkyAce_PL