Dziś dla odmiany będzie językowo, i to nie w znaczeniu programistycznym. Przeglądając rano portale trafiłem na linki do trzech artykułów zamieszczonych na stronie Rzeczpospolitej traktujących o języku właśnie. Konkretnie o języku polskim w internecie. Artykuły te są niestety bardzo krótkie, ale za to jeden z nich jest dość kontrowersyjny.
"Nie zawsze też można - np. wobec języka czatów - stosować reguły poprawności dotyczące polszczyzny ogólnej, przede wszystkim pisanej. Nie wiemy, czy internauta pisze nieortograficznie, bo ma braki w wykształceniu albo z lenistwa, czy robi to celowo, np. dla żartu lub po to, by podszyć się pod kogoś innego" - twierdzi w artykule profesor językoznawca. Z jednej strony trudno się z nim nie zgodzić - w końcu sam czasem na ircu korzystam dla śmiechu z formy "chónt" zamiast "hunter". Jednocześnie jednak przeraża mnie masa młodych osób, które robią błędy w stylu "ktury", "wogule", "Czranoksienznik", "wziol" i to wcale nie dla żartu, ale dlatego, że tak po prostu piszą. Zresztą, celowe robienie błędów w trakcie internetowej rozmowy wcale nie jest takie proste - przynajmniej dla kogoś, kto zasady języka polskiego dobrze opanował i potrafi pisać szybko, a jednocześnie bezbłędnie. Tak więc, nie bardzo chce mi się wierzyć w przytoczone wyżej słowa i myślę, że sporo osób się ze mną zgodzi.
"Czat (internetowa rozmowa) jest niepoprawny niejako programowo. Bywa że ktoś, kto włączy się do rozmowy i zacznie pisać poprawnie, zaraz jest wypraszany" - to cytat z drugiego artykułu. Ogromnie cieszy mnie fakt, że nigdy nie zdarzyło mi się na taki czat trafić, bo pewnie wyleciałbym po pierwszych paru słowach... O ile oczywiście wytrzymałbym nawał takiej "kreatywnej ortografii" wystarczająco długo, żeby coś napisać.
Tak przy okazji, osoby robiące błędy na ircu przeważnie się poprawia - w końcu jest to jedno z zadań admina kanału ircowego - tylko że zdecydowana większość upomnianych w takim momencie zasłania się dysleksją czy innym dys-. Pojedynczym przypadkom zdarza się przyjąć taką poprawkę i faktycznie za nią podziękować. Reszcie najwyraźniej nie zależy - w szkole przecież mogą zasłonić się papierkiem, sądzą więc, że i na ircu to zadziała. Na ich nieszczęście, przeważnie działa to raczej w sposób bardzo odmienny - usuwa się takiego delikwenta z kanału, bo patrzeć na takie byki nie sposób.
Ciekawi mnie jedna rzecz - jak takie osoby poradzą sobie później, w dorosłym życiu. Trudno mi sobie wyobrazić napisanie CV, listu motywacyjnego czy jakiegoś podania z błędami ortograficznymi, bo to przecież wstyd coś takiego ludziom pokazać. Czy też będą machać papierkiem o dysleksji w momencie, gdy pracodawca po przeczytaniu podania pełnego błędów wyrzuci je od razu do kosza?
Wracając jednak do artykułów Rzeczpospolitej, jest tam jeszcze dość ciekawy fragment o blogach. "Z kolei w blogu, który jest bardziej artystyczną formą, pokrewną literackiej - pamiętnikowi, funkcjonują zmodyfikowane zasady ortografii, np. pisze się oo zamiast ó albo q zamiast k". Szkoda, że autorka artykułu najwyraźniej ograniczyła swój przegląd blogów tylko i wyłącznie do tych, prowadzonych przez młodzież czy dzieciaki. A przecież nie jest problemem trafić w sieci na blogi studentów, czy ludzi już po studiach (chociaż nie tylko - swojego bloga prowadzi na przykład Krystyna Janda), gdzie błędów ani wymyślnych "ozdobników" w postaci "oo" czy "TaKiEgO PiSaNiA" nie znajdziecie. Autorka jednak nie trafiła, może i celowo zresztą - co to by był za artykuł o blogach, gdzie pisze się poprawnie? Nuda i tyle. ;)