maj 18

Przez ostatnie parę dni w Sieci zawrzało w związku z nową wersją regulaminu Gadu-Gadu. Denerwować bezpodstawnie mi się nie chciało, więc postanowiłem poczekać na reakcję twórców. Dzisiaj się doczekałem (jest reakcja na DI) i coraz bardziej jestem przekonany, że z używania transportu GG zrezygnuję.

Stracić dużo w sumie nie stracę - moje jedyne aktywne kontakty GG to powiadomienia z forum KDR, parę osób z Nowej Gildii i ludzie z firmy. Ci ostatni mają mnie na żywo, więc potrzebny im nie jestem na komunikatorze, powiadomienia z forum i tak pewnie się niedługo zmienią (a jak nie, to sam sobie napiszę RSS'a z potrzebnymi wątkami), a dla reszty pozostaje email.

Przeczytaj dalszą część tego wpisu

maj 18

Baterie naładowane na piątkowej Kortowiadzie nie starczyły na długo. Właściwie to starczyły jedynie na jakieś 24 godziny, no ale to już detal. I teraz znowu codzienne zapieprzanie: pobudka, praca, obiad, film/ragnarok/książka/et, padnięcie na pysk. I od nowa, do usranej...

W pracy też niezbyt ciekawie się dzieje - w trzy dni przepisałem mój aktualny projekt praktycznie od nowa, obiektowość w PHP ssie, ale zaczynam się przyzwyczajać. Jutro dokończę robienie panelu administracyjnego do tego co już mam, zrobię kawałek dokumentacji i trzeba będzie kolejną sporą część kodu przepisać praktycznie od zera. Oh well, takie życie webdevelopera. Nigdy więcej nie dam się wepchać w robienie dużego projektu bez praktycznie żadnej dokumentacji projektowej.

A od następnego tygodnia znów zacznie się latanie po urzędach, bo trzeba dokończyć rejestrowanie firmy - ZUS, US, Orange... sama przyjemność. Chociaż ma to ten plus, że będę mógł w końcu normalnie faktury za zrobione projekty wystawiać. Trzeba będzie też zebrać pomysły na projekty i wybrać jakiś dla własnej przyjemności i zarobku. Może się akurat uda, ale najpierw muszę dokończyć Fly High.

Nie wiem tylko skąd, do cholery, wezmę chęci na to wszystko. Wyjazd na sobotni koncert w ramach gdańskich juwenaliów jak na razie stoi pod znakiem zapytania. Oczywiście głównie z powodu kasy, jak zwykle zresztą. No i tego, że nie wiem, co w sobotę z zaliczeniem z algebry. Ha ha, no tak, zaliczenie z algebry, trzeba by się przygotować jakoś chociaż trochę. Ha ha ha. Pisałem już kiedyś o 40 godzinnej dobie, nie?

maj 15

Przyszło dzisiaj, mwahahahahaha.

Jestem o 150 zł uboższy, ale za to sporo szczęśliwszy. :]

maj 15

Niestety tego w piątek na Kortowiadzie nie grali, szkoda. Komentarze (te na stronie i na żywca) sugerują, że jednak grali. Ja nie pamiętam i nie kojarzę. :P Ale i tak były Moherowe Berety, oraz żelazny zestaw Big Cycowy - Berlin Zachodni, Wielka miłość do babci klozetowej no i oczywiście Ballada o smutnym skinie. Klasyka.

maj 15

Przed chwilą właśnie skończyłem oglądać, więc skrobnę parę słów, bo potem mi się nie będzie chciało. Obejrzałem... i strasznie się zawiodłem. Byłoby co prawda gorzej, gdybym ten film kupił, a nie wypożyczył z biblioteki, ale i tak nie polecam tego nikomu - no, może hardkorowym fanom Jeana Reno. Ale i to niekoniecznie.

Film ten to klasyczne kino akcji. Całkiem nieźle zrobione kino akcji, trzeba to przyznać, ale to praktycznie wszystko, co można o nim dobrego powiedzieć. Dwójka w tytule nasuwa oczywiście skojarzenia z pierwszym Crimson Rivers, które miałem przyjemność oglądać parę tygodni temu. Tamten film był dobrze skonstruowany, nie tylko trzymał w napięciu, ale i porządnie straszył od samego początku, a poza tym nie miał aż tak przewidywalnej i sztampowej intrygi.

Tutaj jest niby to samo - komisarz Niemans, tajemnicze morderstwa itp. - tylko że o wiele słabiej. Niemans jest strasznie ugrzeczniony - nie przechodzi już przez wszystkie drzwi z buta, a do przeszukiwania klasztoru wzywa spory oddział wojska, mordercy od razu są praktycznie podani na tacy, intryga niby jakaś tam jest, ale w przeciwieństwie do poprzedniego filmu (bardziej opartego na książce) mętna i mało prawdopodobna. Tutaj z książki został właściwie tylko cień komisarza Niemansa.

Bać się też nie ma właściwie czego - pierwsza część rozpoczynała się od rozkładającego się trupa i łażących po nim robaków, a tutaj dla odmiany mamy skaczących po dachach mnichów w habitach. Ja w pełni rozumiem, że Luc Besson jest zafascynowany parkourem, no ale bez przesady, takie wyczyny zupełnie nie pasują do filmu o rytualnych zbrodniach.

Jakby tego wszystkiego było mało, film poraża jakością wydania i to niestety negatywnie. Można sobie kupić go już za niecałe 20 złotych, więc oczywiście z bonusów jest tylko jeden trailer i to w dodatku z polskim dubbingiem. I znów porównanie do pierwszej części, gdzie były usunięte sceny, wywiady, filmiki informacyjne oraz komentarze twórców i aktorów... A tutaj mamy ten jeden nieszczęsny trailer, katalog filmów SPI oraz bezpośredni dostęp do 20 scen. Śmieszy szczególnie to ostatnie - tak jakby dostęp do scen nie był standardem, a czymś super ekstra.

Ogólnie - zmarnowane 100 minut i, jeśli ktoś miał większego pecha ode mnie, 20 złotych. Można obejrzeć, o ile ma się za dużo wolnego czasu, ale lepiej sobie darować. Ot, kolejny przykład na to, że sequele rzadko kiedy wychodzą dobrze.

Poprzednia strona

SkyAce_PL