Wii-kend minął bardzo przyjemnie. Co ciekawe, nazwę należy brać dosłownie, jako że w piątek wieczorem wymieniłem się z kolegą z pracy konsolami. On dostał do zabawy na dwa dni moją krówkę, a ja Wii wraz z dwoma wiilotami oraz zestawami minigierek nr 1 i 2 (czyli, dla niezapoznanych z terminologią - Wii Sports i Wii Play). W końcu będę mógł uzasadnić swoje marudzenie na tę konsolę i nikt mi nie powie, że nie grałem! :)
Chociaż jak by się tak dokładnie zastanowić, to nie za bardzo jest na co marudzić, bo zabawa jest prosta, przyjemna i wciągająca - szczególnie tenis z Wii Sports oraz bilard z Playa, przynajmniej w to graliśmy z Miho najczęściej. Na kolejnych miejscach umiejscowiłbym jeszcze cymbergaja, strzelanie do kaczek 2.0 i zabawę czołgami (wszystko także z Wii Play), jednak nie dorównywały one grywalnością do pierwszych dwóch miejsc. Reszta minigierek nie była już w sumie taka bajerancka - znajdywanie identycznych Mii, wyścigi na krowach czy też golf i baseball były dość fajne, ale nie na dłużej. Zawiodłem się także na boksie - albo, co też możliwe, nie potrafiłem kompletnie w to grać - konsola łapała mi mniej więcej jeden cios na trzy moje machnięcia kontrolerem, co nie było specjalnie przyjemne. Za to po machaniu na boki w tenisie oraz pchaniu kijem bil w bilardzie jeszcze mnie troszkę ręka boli. :)
Tak więc od strony gierek jest jak najbardziej w porządku, zresztą zgodnie z przewidywaniami - w końcu Nintendo ma wprawę w tworzeniu wszelakich prostych i wciągających party games, jak chociażby nieśmiertelne Mario Karts czy też mniej znane, ale też fajne Mario Party. Szkoda jedynie, że mieliśmy do dyspozycji tylko dwa pierwsze zestawy minigierek - chętnie sprawdziłbym np. nowego Raymana czy też Wario Ware, albo chociaż którąś z bardziej zaawansowanych gier, jak na przykład Call of Duty, Spiderman 3 czy też chociażby ta nieszczęsna Zelda. Nie mieliśmy też okazji przetestować niczego z Virtual Console, ani też grania online, ale o tym za chwilę.
Konsolka nie jest jednak idealna i da się ponarzekać, szczególnie na technikalia. Więc po kolei - wbudowane ma Wi-Fi. Fajnie, tylko że nie mam access pointa i szybko nie będę miał. Teraz właśnie sobie pomyślałem, że mogłem zabrać na weekend z pracy naszego firmowego, mało używanego AP - no cóż, nie wiedziałem wcześniej o tym, że jeśli chce się podpiąć Wii do sieci zwyczajnym kablem, to trzeba dokupić sobie sieciówkę na USB. A w dodatku taka przyjemność kosztuje około 25 dolarów bez przesyłki, ewentualnie 150 zł. Dziękuję, za tyle kasy, to ja sobie tego access pointa kupię i lepiej na tym wyjdę. :P Wsteczną kompatybilność z GameCubem też można w sumie o kant dupy rozbić, bo potrzeba do tego padów oraz memorki z Gacka - otwiera się klapkę na grzbiecie konsoli i można je tam sobie wetknąć. Bez tego nie działa i już. O osławionych już bebechach składających się z dwóch GameCubów połączonych taśmą klejącą nie bardzo mam się jak wypowiedzieć, bo zestawy minigierek nie oszałamiają, a nawet przeciwnie - ale nadrabiają to wielką grywalnością.
No i najważniejsza kwestia, czyli oczywiście cena. 1300 zł wraz z drugim wiilotem - a jest to niezbędny zakup, na jednego gracza nie ma 2/3 zabawy, przynajmniej w minigierkach - za konsolę, na której nie da się pograć dłużej niż godzinę, bo potem ręce chcą człowiekowi odpaść od machania? To jednak trochę za dużo, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że może to zabrzmieć dość dziwnie z ust kolesia, który kupił PS3 na europejskiej premierze. :)
Wii było by dla mnie o wiele bardziej atrakcyjne, gdyby kosztowało poniżej tysiąca złotych wraz z drugim kontrolerem. Może w końcu Nintendo zrobi to, co prawie zawsze ze swoim sprzętem i wypuści niedługo jakieś Wii Lite, tak żeby stare wersje potaniały? Szczerze mówiąc, wcale bym się nie obraził za takie posunięcie, najlepiej tak w okolicach nowego roku czy coś w tym stylu. Bo póki co, to konsola jest fajna, nawet bardzo fajna, wszystkie wymienione przeze mnie wyżej wady są do przełknięcia, a od grania w wielkie, rozbudowane gry mam inne sprzęty, ALE... :)
Wychodzi jednak to, że jestem bardziej hardkorowym graczem, niż target Nintendo, bo same minigierki aż tak mnie nie pociągają, żebym dał Wielkiemu N worek mojej kasy. Tylko żeby mi tu nie było tekstów o fanbojstwie, specjalnie to powtórzę jeszcze raz - podobało mi się. :)


I przyznam, ze emocje wcale nie były mniejsze jak przy graniu w Tekkena czy Burnouta :D. IMO, powinno sie miec 2 konsole: Xbox360/PS3 do epickich historii po 120h i Wii do niczym nieskrepowanej (no, chyba ze rozmiarami pokoju :P) zabawy :D