W końcu udało mi się zrealizować jedną z rzeczy, które planowałem od dość dawna, czyli kupiłem sobie laptopa. Wybór padł na Acer Aspire 5613, w wersji z Geforce'm Go 7300 i gigabajtem pamięci (tu miła niespodzianka - zostawili mi wolny jeden slot SO DIMM, więc pewnie za jakiś czas dołożę do niego drugi gigabajt). Sam laptop jest przyjemny, działa wydajnie, nawet World of Warcraft chodzi powyżej 30 fpsów, a było to jednym z głównych kryteriów wyboru. :) Niestety jego cena nie zachwyca, ale wszystkie tańsze posiadały jakieś starsze Celerony M oraz badziewne karty Intel 950, względnie ATI 200M lub X1100. Ogólnie jestem zadowolony - w końcu mam normalny, przenośny sprzęt, którego czasami bardzo mi brakowało. Jest tylko jeden drobny szczegół, który minimalnie psuje mi radość z tego laptopa - czyli preinstalowany na nim Windows Vista Home Basic.
No dobra, wystarczy tego straszenia - muszę przyznać, że Vista nie jest taka tragiczna, jak mogło by się wydawać. W porównaniu do XP poprawiono sporą ilość denerwujących rzeczy - na przykład automatyczne aktualizacje systemu ściągają się teraz w tle, ewentualnie występują w postaci ikonki w trayu. Nie denerwują także głupim komunikatem o koniecznym bardzo zrestartowaniu systemu, teraz, JUŻ! - można to zamknąć i dalej sobie wisi w trayu, tylko czasem z niego wyskakuje, przypominając że kiedyś trzeba to jednak zrobić. Po ubiciu dodawanego do Acera triala Norton Antiwhatever, system działa szybko i porządnie. Zajmuje co prawda dobrych kilka gigabajtów na dysku, ale to akurat nie jest ani dziwne, ani też problematyczne - szczególnie przy wbudowanym w laptopa dysku 120GB.
Ciekawie też rozwiązano gry - nie ma już wpisu w menu Start, jest za to katalog z linkami do uruchamiania - każda gra (przegrany ze stacjonarnego komputera WoW też) ma tam swoją ikonkę, krótki opis i rating ESRB. Dziwi tylko mnie trochę to ostatnie - jak na system sprzedawany w Europie, powinno się raczej zastosować rating PEGI - ale pewnie nie chciało im się zmieniać raz napisanego kodu. A nie, przepraszam - w ustawieniach można zmienić używany system klasyfikacji - do wyboru mamy japońskie CERO, kilka wersji PEGI, niemieckie USK oraz amerykańskie ESRB. Można też ustawić poziom ochrony rodzicielskiej dla konkretnego konta, limitujący możliwość uruchamiania gier przekraczających np. ustalony limit wiekowy czy zabronione typy zawartości (jak przemoc, narkotyki czy krew). Bajer i pewnie niewiele osób z tego skorzysta, jednak dla mnie, gracza - bardzo miły i ważny bajer.
Jest jednak kilka niedociągnięć, które jeszcze mnie irytują. Pierwsze i właściwie najważniejsze (reszta to przy tym naprawdę mało ważne detale), to słynne już "Cancel or Allow" (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, polecam odpowiednią reklamę Maca). I tak, jest to dokładnie tak wkurzające, jak można z tego filmiku wywnioskować. Vista pyta się praktycznie o wszystko. Otwierasz autostart z płyty - Cancel or Allow. Odpalasz windowsowe ściąganie aktualizacji - Cancel or Allow. Instalujesz lub uruchamiasz jakiś program (nie zawsze, wyskakuje to dość losowo), nigdy nie zgadniecie... Cancel or Allow! Wyłączać jeszcze nie próbowałem, podobno faktycznie wtedy przestaje się pytać o cokolwiek - na razie staram się do tego przyzwyczaić i chyba nieźle mi to idzie.
Kolejną wadą tego systemu jest sam system, a konkretnie jego wersja Home Basic. Jak sama nazwa wskazuje, jest to wersja najprostsza, w związku z czym obcięta z praktycznie wszystkiego, co się dało z niej wyciąć. Interfejsu Aero brak (co mnie dziwi najbardziej, to właśnie to, że na laptopa z dobrą kartą graficzną dali Vistę bez fajerwerków graficznych), możliwości odtwarzania filmów DVD brak, pulpitu zdalnego brak, nie ma też naprawdę wielu innych funkcji, których nie chce mi się tu wymieniać. Można sobie znaleźć na stronach Microsoftu czy też nawet na Wikipedii. Oczywiście laptopa bez systemu kupić się nie da, a upgrade do lepszej wersji kosztuje tyle, co taka wersja w pudełku - 109 euro za Home Premium i coś koło 230 za Ultimate. I nawet tego ładnego pudełka się nie dostaje.
Cała reszta jest w miarę ok. Oczywiście brakuje mi strasznie porządnych wirtualnych pulpitów, nowe menu Start jest jeszcze dziwniejsze niż w XP, Internet Explorer 7 ssie jak zawsze, a ikony na pulpicie są taaaaaakie wielkie. A w dodatku nie mam pojęcia, gdzie można zmienić ich rozmiar. Wkurza też trochę sposób działania Alt-Tab - bez Aero nie pokazuje miniaturek okien, co jest oczywiste, ale brakuje mi tego, do czego przyzwyczaiłem się z Gnome - czyli ustawiania ikon w przełączarce zgodnie z historią ich aktywowania. Przez to za każdym razem, jak przeskoczę z WoWa do okienka rozmowy Psi, muszę przelecieć przez wszystkie inne okienka (oraz pulpit - tak, pokazuje się on teraz na Alt-tab, dzięki czemu można się przełączyć na niego z jedynego otwartego okna - ale za to trzeba potem przez niego się przealttabować, żeby wrócić), żeby do niego wrócić - w Gnome załatwiało się to po prostu kolejnym przyciśnięciem tej kombinacji, co jest jednak dużo wygodniejsze. I tak, wiem że można sobie shift wcisnąć, ale to kolejny palec i kolejny klawisz...
Dobra, marudzenie marudzeniem, a zadowolony z laptopa i tak jestem, niezależnie od systemu, jaki na nim jest. Pewnie nawet w końcu przyzwyczaję się do tej cholernej Visty, bo w sumie co mi szkodzi... :)


To masz szczescie ze dostales Viste do w miare powernego laptopa :) ja mialem kontakt z Vista gdy moj brat cioteczny przyjechal z laptopem z tym systemem... system byl na nim preinstalowany i do teraz sie zastanawiam czemu, bo proba rozpakowywania .zip 100 MB skonczyla sie po 40 minutach (i to kliknieciem Anuluj bo nie mialem serca patrzec jak sie meczy). Zeby bylo zabawniej na kompie (starszym) _pakowalem_ tego zipa doslownie chwile wczesniej i zajelo mi to ponizej 5 minut. Ogolnie jesli chodzi o predkosc dzialania to bylo to porazajace (a przy wszelkich operacjach dystkowych mozna bylo isc sobie herbate zrobic). Zastanawia mnie tylko czy to wina samego systemu czy sprzedawcow ktorym "ktos" odgornie kazal wrzucac Viste gdzie popadnie nie sprawdzajac nawet czy sie odpali na tym sprzecie.
Na szczęście w Viście da się wyłączyć duże ikony (tymniemniej, odstęp pomiędzy nimi wciąż zostaje duży) oraz wybrać wygląd klasyczny.
Btw, na moim 1.6GHz, ATIX200(64mega) + 196mb ram Warcraft też "działa". Teraz dołożyłem 1gb ramu więc pewnie działał by lepiej.
Ale i tak najfajniejsze w laptopie jest to, ze oboje mozemy na raz nerdzic w WoWa ;]
Noo, ikony duże owszem się daje przełączyć, ale już ikonki skrótu nie skaluje, dzięki czemu ta głupia strzałka zajmuje 1/4 ikony. No co za upierdliwy system... Ale szukając rozwiązania znalazłem coś innego - można odpalać pogramy z quick launcha za pomocą Win+numerek. Fajne całkiem. :)
A Aero Glass nie chciało mi się włączyć mimo zastosowania jakiegoś tam hacka z netu, a nie chce mi się bardziej bawić na razie. :)
Mihoshi: jesteśta nerdy :P A tak poważniej, to po stuknięciu 60 i tym jak mój guild się rozpadł na inne serwery (bo jeszcze nie było BC) to jakoś mi się odechciało grać, ani marnować minimum 4 miechów na kolejną postać (bo Warlockiem lvlupuje się strasznie łatwo, a priestem, którego sobie obrałem jako kolejny char) to chyba nieco trudniej) więc sobie darowałem.
Konto ofcoz zasilane co jakiś czas żeby działało (chyba jakoś w lipcu mi się skończyła ostatnia karta) i jak widzę kolejny dodatek, to się zastanawiam.
Ale tymczasem frustruje się w FFXII (po raz 2) czy też Chu Chu Rockets z Akane ;-)
BTM: ja sie sfrustrowalem FFXII jak przeczytalem w jakim FAQ ze zeby zdobyc zodiac spear (150 Atk) to nie mozna otwierac kilku chestow.... oczywiscie dawno po fakcie. Zreszta najbardziej frustrujace w tej grze jest ona perfidnie rozciagnieta. A poza tym to wlasie sklepalem Cida i jakos do tej pory ani razu nie natrafilem na przeciwnika ktory by mi zagrozil (nawet przypadkiem zabilem kilku bossow ktozy byli sporo powyzej mojego poziomu...) wiec w mojej ocenie gierka trudna nie jest...
MareviQ: nie denerwuj mnie nawet. IMO FFXII jest najtrudniejszy z fajnali - no chyba, że ktoś woli spędzić te parę godzin lvlupując - właśnie mnie wczoraj jakieś cocatrice zadziobało waląc speciala (odgłos jak seria z karabinu + jakieś punkciki na ekranie, zdarza im się to często) waląc za 400+ a nie zwykłe 4+ przeciwko mojem hirosowi z zastraszającymi 200HPkami.
Gra staje się łatwa, ale dopiero pod koniec, kiedy można np. dorwać Deathbane (cczy Deathbringer, nie pamiętam) który ma dodawany Death do ataku.
BTM: jak sie pakujesz gdzie nie trzeba to twoja sprawa: Libra w tej grze to podstawa zeby sie nie wpakowac przypadkiem w miejsce gdzie poziom potworkow jest znacznie wyzszy. Albo zeby nie atakowac "named" potworkow ktore sa powerniejsze niz ustawa przewiduje.
Gdzie "nie w te miejsca" - cocatrice o którym mówiłem był w Giza plains bodaj, zaraz przy tej wiosce na brzegu rzeki. I nie był named ;-)